- Nie idź tam, byłam już !!!
Mama cofnęła się.
- Ale jak to możliwe? Nie, nie mogłyśmy zaspać... Czekaj tu chwilkę...
Poszła znów w stronę kierowcy i zaczęła z nim rozmawiać jakieś 5-6 minut. Nagle podeszła do mnie i powiedziała:
- Za 10 min. kierowca zatrzyma się koło przystanku, gdzie przesiądziemy na się na inny bus. Będziemy nim jechać tylko 10-15 min. ponieważ ten miły pan załatwi nam szybszy przystanek i znajdziemy się na lotnisku gdzie miałyśmy być.
- Za 10 min. kierowca zatrzyma się koło przystanku, gdzie przesiądziemy na się na inny bus. Będziemy nim jechać tylko 10-15 min. ponieważ ten miły pan załatwi nam szybszy przystanek i znajdziemy się na lotnisku gdzie miałyśmy być.
Uśmiechnęłam się, jednak wiedziałam, że wszystko nie pójdzie tak dobrze jak to było słychać w słowach mi ze wzroku powiedziała:
- Jeszcze chwilka córciu. Wiem, że gotujesz się już ze szczęścia, ale ja mam tak samo- i puściła mi oczko. Jej krzywy uśmiech zajął prawie całą twarz. Tak to wyglądało co najmniej z mojej perspektywy lub mojej ślepoty... Ale nie ważne.
Bus podjechał już do lotniska i zatrzymał się. Wszyscy, łącznie z nami zaczęli wysiadać.
Szłyśmy z mamą ciągnąc za sobą walizki i niosąc torby. Czułam coś czego nigdy wcześniej nie czułam (no może 10 lat temu jak dostałam płytę "Happy Letters" ). Tak czy inaczej było to coś wspaniałego, strasznie się cieszyłam z wyjazdu do cioci. Już tak mało brakowało już tylko ciupkę.
Podeszłyśmy z mamą do punktu obsługi czy jak to tam się nazywa i zapytałyśmy (a raczej moja mama) gdzie mamy oddać walizki. Mama rozmawiała chwilkę z Niemką i podziękowała. Udała się na wprost pociągając mnie za sobą. Podeszłyśmy tam gdzie była najmniejsza kolejka, jednak nie była ona mała. Miała ponad 6 osób. "To się naczekamy"
Stałam i podtupywałam nogą ze znudzenia i miałam małego nerwa, że musimy tyle czekać.
-Hu, jeszcze tylko 3 osoby i już my- powiedziała z podekscytowaniem moja mama, która widać było, że już ma dosyć.
Te trzy ostatnie osoby poszły szybko, więc przyszła pora na nas. Położyłyśmy walizki na urządzenie, które zabrało je... gdzieś. Z ulgą przetarłam czoło ręką. Mama zaśmiała się, złapała mnie za rękę i wysoko ją wymachiwając poszłyśmy usiąść do "poczekalni na samolot". Byłyśmy pewne, że mamy jeszcze co najmniej 1h czekania. Jednak pozory mylą. Zobaczyłyśmy na telewizorek gdzie pisało, że za 10 minut wchodzimy na pokład samolotu. Jeszcze trochę i byśmy się spóźniły. Usiadłyśmy na siedzeniu. Wyjęłam telefon i zobaczyłam, że znowu dostałam SMS'a. Hah, pewnie od Mel. Kliknęłam na wiadomość i się nie myliłam.
Od: Melanie
Mam nadzieję, że już w samolocie? :D
Uśmiechnęłam się, cieszyło mnie to, że też nie może się doczekać. Może wreszcie poznam kogoś kto mnie polubi i kogo polubię ja. Moja pierwsza prawdziwa przyjaciółka- i to do tego z mojej rodziny. Wraz z mamą usłyszałyśmy głos:
- Wszyscy pasażerowie samolotu "Happy Filgh" proszeni o skierowanie się do punktu D gdzie przejdą do samolotu, dziękuje.
Ja, moja mama i "wściekły tłum" rzuciliśmy się do punktu D.
Siedziałam już w samolocie z mamą. Siedziałam pod oknem, więc spokojnie mogłam wszystko oglądać. Czekałam aż wystartuje i odpalę tableta (m. in.). I się doczekałam- stiuardessa wyszła i zaczęła pokazywać co jak robić w razie wypadku. Poszła i samolot zaczął się rozpędzać. Pędził co raz szybciej i szybciej, aż wbił się w powietrze i zaczął lecieć. Złapała mnie ulga. Marzyłam teraz tylko o tym aby się odprężyć/zasnąć. Sięgnęłam pod niewielką torbę podręczną i wyjęłam z kosmetyczki opaskę na oczy. Założyłam ją i dalej nie wiem, bo usnęłam.
Mama powiedziała, że spałam półtorej godziny. Zostało tylko 30 minut. Teraz jeszcze bardziej się cieszyłam i moje podekscytowanie wzrosło. Jeszcze tylko pół godziny !
No to rozdział 3. Szczerze to jestem z siebie dumna, bo to chyba najbardziej udany rozdział. A wy jak sądzicie? Ja się podoba hm?




